|
|
Esej o wyborze i wolności
W swoim czasie podczas wymiany zdań na jednej z grup dyskusyjnych
wyrażono następujący pogląd:
„Człowiek zmienia zdanie
o wszystkim, poza jednym: ze to, co w danym momencie uważa jest
najlepszym, co może w danej chwili uważać.”
(dla bywalców religijno – filozoficznych dyskusji
dopowiem, że autorem tego zdania jest Jarek Dąbrowski tytułujący się
często jako „Wuj”).
Dziś skomentuję to ostatnie zdanko. Trochę dlatego, że mi się
podoba :). A trochę też i dlatego, że myśl w nim zawartą chcę
rozwinąć i przekształcić w różne wnioski. Ale też się i
przyczepię, chociaż raczej rozszerzająco niż zdecydowanie
polemicznie. Bo choć w dużym stopniu zgadzam się z nim
"teoretycznie", to wydaje mi się, że rzeczywistość wystawia
je jednak na spore „kłopoty”.
Zacznę od analizy związanej z pytaniem:
Czy można temu zdaniu zaprzeczyć swoim postępowaniem (swoją
postawą)?
- niby nie (na pierwszy rzut oka).
Bo załóżmy, że gdzieś uważam "A". W pewnym momencie coś
się zdarza, że "powinienem uznać "nie A". Jeżeli
nakaz tej zmiany przyjmuję, to automatycznie (mimo odwrócenia samego
poglądu) znowu czynię się zgodnym z owym zdaniem, tylko że teraz
" nie A" uważam za najlepsze. I jak bym nie kręcił z próbą
zaprzeczenia – zawsze wyjdzie, że to co uważam – jest MOIM
POGLĄDEM, jest w zgodzie z własnym wyborem (wedle starej zasady - jak
się nie obrócisz, zawsze d... będzie z drugiej strony). Człowiek, który uważa
niezgodnie z sobą, wpada w "paradoks
kłamcy".
Można więc pytać inaczej: Czy człowiek w ogóle może nie być
sobą? – czy może coś myśleć, decydować wbrew sobie?
- bo faktycznie człowieka można wepchnąć w sytuacje, które są
wbrew jego woli, można zmusić do działań wbrew jego woli, ale zmusić
do myślenia wbrew temu co uważa za słuszne?...
Ale...
Jednak się uprę - na siłę, chcę tu zaprzeczyć.
Co zrobię?
Koncepcja jest taka:
- na początek staram się "nie uważać" (nie uważać za
najlepsze). Mogę po prostu nie mieć własnego zdania. Przyjmuję
wszystko na zasadzie ABSOLUTNEGO POSŁUSZEŃSTWA (albo wyboru absolutnie
losowego - rzucam kostką).
Absolutne posłuszeństwo (jak i bezwarunkowe zdanie się na los) polega
na nie zadawaniu sobie pytania o dobro, o sens, mój stosunek do
sprawy,
tylko próbie realizowania – tak wedle oczywistego algorytmu, jak głupia maszyna.
Ten sposób wydaje mi się być najbardziej sensownym zaprzeczeniem, gdyż
wyklucza osobę z wyboru (ciekawym problemem jest tu pytanie: czy tak
postępujący człowiek mimo wszystko nie wprowadza jednak swojego
wyboru – np. poprzez ocenę CO podpada pod ów realizowany nakaz
– zakaz, lub JAK ten nakaz – zakaz powinien być spełniony
w praktyce, ale to odrębna, poważna dyskusja).
Teraz drugi problem: czy ów negatywny schemat jest spotykany w życiu?
Moim zdaniem ZDECYDOWANIE TAK!
Ludzi bezmyślnie posłusznych są miliony. I choć można też często
ich "wybór" uznać jako potwierdzenie omawianego zdania
– bo skoro ktoś "zaufał" zewnętrznemu źródłu, więc
wybrał w sposób wg siebie "najlepszy", czyli nie mielibyśmy
żadnej sprzeczności.
Tyle, że ja protestuję przeciwko legalności użycia określenia
"według siebie". Faktyczne źródło decyzji jest w tej
sytuacji POZA człowiekiem, a jego wybór jest fikcją.
Po co to piszę?
- moim zdaniem świadomość istnienia tej konstrukcji myślowej jest
fundamentalna dla zrozumienia istoty wolnej woli i świadomości.
Tzn. tak naprawdę ona (a nie obiegowa wizja) ustala granice wolności.
Ustala je zupełnie inaczej niż to się przyjmuje tradycyjnie.
Co jest brakiem wolności?
Bo co w istocie jest zaprzeczeniem wolności?
Oto moje typy:
1. brak MOŻLIWOŚCI REALIZACJI wybranej drogi (najbardziej typowa
interpretacja)
2. brak ŚWIADOMOŚCI istnienia różnych dróg do wyboru
3. brak KRYTERIÓW DO WYBORU już widocznych różnych dróg (czyli
inaczej nie rozpoznawanie sensu w naszych wyborach).
A tak naprawdę, to należałoby ująć te typy – poziomy wolności
w odwrotnym, bardziej chronologicznym, porządku:
- brak
ŚWIADOMOŚCI różnych dróg do wyboru (na początek
trzeba przecież zauważyć możliwość wyboru).
- brak
znajomości KRYTERIÓW DO WYBORU już widocznych różnych dróg (wybór, jeśli
to ma być „nasz” wybór powinien opierać się o
„nasze kryteria”, jeśli tych kryteriów nie ma, to
wybór jest przypadkowy).
- brak
MOŻLIWOŚCI REALIZACJI wybranej drogi (dopiero tu pojawia się
wolność w typowym ujęciu, gdzie ludzie walczą o realizację
tego czego pragną, a nie potrafią zrealizować).
Większość ludzi widzi brak wolności niemal wyłącznie wg
interpretacji c
- czyli "nie ma wolności", jeśli chciałbym A, ale nie dają
mi posiąść A.
Wg mnie skupianie
się na tym ujęciu, jest dość prymitywnym podejściem, bo człowiek
podlega i tak wielu ograniczeniom i normalnie mu one nie przeszkadzają
(np. mało kto nazywa brakiem wolności ograniczenie w postaci niemożliwości
przebywania w temperaturze 10 000 stopni). Tak więc w istocie ten brak
wolności jest
silnie sterowany przez (najczęściej narzucone nam przez wrodzone
instynkty i nacisk otoczenia) emocje i pragnienia - czyli i tak człowiek
jest niewolnikiem, tyle że właśnie tych emocji.
Pełnia wolności pojawia się dopiero wtedy, gdy pokonamy ograniczenia
a i b (w tym uporządkowanym ujęciu), tzn. gdy:
- widzimy możliwości wokół siebie (m.in. takie których często inni
nie dostrzegają i są tu tylko nieświadomymi niewolnikami)
- umiemy nasz wybór powiązać z CELAMI do których dążymy, lub
umiemy je zrozumieć na tyle, że dokonywany wybór nie uczyni nam większej
szkody niż korzyści.
Tak więc ostatecznie dylemat: wolność - niewola w istocie jest
znacznie szerszym problemem zawierającym się w pytaniach:
1. czy wiem CO mogę wybrać?
2. czy POTRAFIĘ wybrać w zgodzie z tym co dla mnie dobre
3. i dopiero na końcu, czy ten wybór potrafię wcielić w życie.
Chciałbym zwrócić uwagę, że zaprzeczeniem zaś tych dwóch
pierwszych punktów nie jest wcale wybór odwrotny od zamierzonego, ale
CHAOS w wybieraniu (także po prostu "głupota"). A dla
PRAWDZIWEJ WOLNOŚCI istotniejsze wydają mi się te dwa pierwsze punkty
bo człowiek, który co prawda doskonale realizuje to co „wybrał”,
ale wybiera pod wpływem cwanych manipulantów, wbrew własnemu
interesowi, i niezgodnie z sensem i logiką jest "wolny" w
karykaturalnym sensie.
Za to człowiek, który póki co pewnych celów nie zrealizował, ale
ma ich świadomość i potrzebę, być może będzie potrafił dojść
do tego samego celu inną drogą.
Piszę to wszystko dążąc do pewnego wniosku związanego z
obserwacją użycia słowa „wolność”. Otóż odnoszę wrażenie,
że większość osób nie bardzo rozumie jego pełen sens, powiązania,
istotę. Najczęściej wolność jest widziana albo na płaszczyźnie
politycznej, gdzie chodzi po prostu o elementarną sprawiedliwość, ew.
prawo do kultywowania określonej tradycji, albo jako fakt wyznaczenia
granic przebywania ludzi (przykłady negatywne to: więzienie, brak możliwości
wyjazdu itp.) Nie przeczę temu znaczeniu słowa wolność. Jednak jest to tylko „wierzchołek góry
lodowej”. Znacznie większe „pokłady” wolności odkryć
można w sobie samym – w zdobytej wiedzy, mądrości, w umiejętności
uwolnienia się od manipulacji. Dopiero umiejętność dokonywania
SENSOWNYCH (korzystnych) wyborów czyni nas rzeczywiście wolnymi. |